Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Autentyki CCCXLV - Podwójna wpadka

91 087  
420   14  
Kliknij  i zobacz więcej!Dziś o tym jak nie tracić zimnej krwi w rozmowie z milicjantem, o garniturach firmowych, kartkówce z religii, magicznym napoju i podwójnej wpadce.

ROZMOWA Z MO


Lat już temu troszku i z górką, w mojej miejscowości żył sobie pewien pan, dumny posiadacz demona prędkości zwanego komarem. Pewnego pięknego letniego popołudnia, wybrał się z koleżką na przejażdżkę, ale kask miał jedynie kierowca. Zatrzymał ich patrol milicji, i wywiązał się następujący dialog:

M: Obywatelu, będzie mandacik.
K: Panie władzo, ale za co?
M: Za brak kasku.
K: Ale ja mam kask!
M: Ale ten z tyłu nie ma.
W tej chwili, rezolutny pan kierowca, ze stoickim spokojem obraca się, i pyta:
- A tyś k*rwa kiedy wsiadł?

Milicjant zgłupiał, i obyło się bez mandatu

by siersciuch_69

* * * * *

WYPEŁNIŁ POLECENIE

Mieszkam sobie ja z kumplem i dwoma dziewczynami (jak to studenci), przy czym jedna z nich to właśnie wybranka kumpla. W chwili obecnej pracują razem, a się okazało, że ONA urodziny jutro ma. Kumpel rano dobudził mnie (piątek, środek weekendu) i wymusił, cobym przeszedł się kwiatka kupić, a pieniądze odda (taa, jasne!). Nie widząc większego wyboru (jak by nie było - trza pomagać ludziom w potrzebie), z poczuciem spełnionego obowiązku koleżeńskiego udałem się do kwiaciarni. Zacząłem oczywiście się rozglądać, coby jakąś różę fajną wyhaczyć, co też zauważyła pani sprzedawczyni. Jak każdy zaprawiony sklepikarz podbiła do mnie czym prędzej z pytaniem, czegoż to szukam, ja zaś na to, że różę potrzebuję. W życiu nie wiedziałem, że tyle odmian róż jest... Anyway, w dalszym ciągu rozkminiając co by wybrać, sprzedawczyni wpadła na pomysł, genialny zresztą. Zapytała, co to za okazja... Nie myśląc dużo, odpowiedziałem, że to dla kumpla. Mina sprzedawczyni bezcenna. Po kilkunastu sekundach zrozumiałem, co za słowa wyszły z mych ust i zacząłem się gęsto tłumaczyć, że kolegi dziewczyna ma urodziny etc. Nie wyzbyłem się jednak wrażenia, że pani kwiaciarka traktuje to z przymrużeniem oka. Niemniej jednak kwiatka wybrała i go zakupiłem. Jak wychodziłem ze sklepu dalej dziwnie się patrzyła na mnie, no ale cóż zrobić...

by cinus

* * * * *

RIPOSTA OJCA

W kwestii wprowadzenia: moja firma, mój piwodawca i po części też chlebodawca, zafundowała nam, w sensie pracownikom, wdzianka firmowe. Faceci garnitury, babeczki garsonka + jakaś tam sukienka czy inna spódnica. Krawaty też zafundowali. No i biegamy sobie w tych uniformach niczym klony Agenta Smitha z Matrixa. Któregoś pięknego dnia, czy też właściwie wieczora, wracam do domu i zastaję rodzinę przy kolacji. Byłem w garniturze oczywiście i wywiązała się rozmowa między mną a matulą o jakości tego garnituru.

[M]atula: No całkiem niezły ten garniak, nie mnie się bardzo i leży też nieźle...
[J]a: Faktycznie, zły nie jest.
[M] kontynuuje: No już w nim biegasz jakiś czas, a on się nie pozaciągał ani nic...
[J]: Niby tak, ale na przykład dziewczyny mają spódnice z tego samego materiału, i się już im pozaciągały...

Na co ojczulek, nie odrywając wzroku od kanapki, którą właśnie spożywał:

- No to niech częściej nogi golą...

by losiasty

* * * * *

W ALPACH BYŁ

Spotykam znajomego (artysta tkacz) i widzę, że nogę po biodro ma w gipsie. Wywiązuje się między nami taki dialog:

-Cześć Marek, co się stało?!
- Aaa, cześć, no wiesz, w Alpach byłem.
– I co, i co?
– No i z jednej Alpy spadłem!

by kormo

* * * * *

TAJEMNICZE ZAKLĘCIE

Dzieci w przedszkolu topiły marzannę. Już samo stwierdzenie Kornika:

- Będziemy topić Panią Marzenę, żeby wiosna szybciej przyszła.
Powinno wywołać mój dalece posunięty niepokój. Dziecko zostało przeszkolone przez mojego brata na okoliczność rytuału topienia Marzanny.
- Wiesz mamoooo, bo to się wrzuca i podpala, i to taki rytuał jest, i się mówi zaklęcie!

Pytam więc grzecznie jakie, ale usłyszałam, że nie powie, bo inaczej nie zadziała, a to trzeba przy wrzucaniu itp.

Oczekuję wezwania na dywan do przedszkola, bo tajemnym zaklęciem okazało się hasło:

BURN BITCH

by Habita_tecum

* * * * *

ODZNACZALI DOKŁADNIE

Ostatnia klasa technikum, zajęcia z analizy mikrobiologicznej. Oznaczanie zawartości bakterii jakichś tam w winie. Brzmi poważnie, prawda?
Generalnie wyglądało to tak, że na 5 godzin zajęć, na każdą czteroosobową grupę trzeba było przynieść butelkę najtańszego sikacza, trochę zużyć do analizy, a że nauczyciel luzak, to resztę pozwolił wykorzystać na próby organoleptyczne.
Siedzi więc kolega, czeka aż mu bakterie na płytce wyrosną. W międzyczasie nogi na stole, butelczyna w garści. Żyć nie umierać.
Pech chciał, że tego dnia pani dyrektor postanowiła urządzić sobie zajęcia pokazowe dla uczniów 8 klas podstawówki, żeby pokazać im, jaka to nasza szkoła jest cool i że warto złożyć tu podanie. Wchodzi więc nagle z grupą małolatów, zdziwiony kolega jak siedział tak został.
I nagle jęk zachwytu i szum w grupie małolatów: Taaaak! To jest ta szkoła. Tu zostajemy!
Mina dyrektorki i naszego nauczyciela. Hmmm, dawała wiele do myślenia. Chyba skończyło się na dywaniku.

by i-cin

* * * * *

A teraz chwila przerwy na stare dobre czasy, czyli wspominki sprzed 300 odcinków.


Moja koleżanka, dziewczyna jak się patrzy, i dupka, i biuścik, ale nie puszysta, wchodzi do sklepu odzieżowego w W-wie. Tam pani expedientka nabożnie się posilała. Maria poczekała i rozglądając się pyta:
- Jaki jest rozmiar tych (wskazuje) rajstop?
Pani Ex (wychylając się zza lady i uważnie lustrując postać Marii) - Będą za małe.
Maria (lekki wściek, bo wszyscy klienci przestali rozmawiać i się gapią na nią) - Ale chyba się rozciągają?!
Pani (powtórnie wyglądając zza lady i lustrując gabaryty kumpeli) - Ale bez przesady...

by Ryszawa

* * * * *

Konieczne wprowadzenie. Jest w aptekach lek o nazwie Postinor, zwykle przydający się w sytuacjach awaryjnych typu "gumka pękła". Działa do 72 godzin "po", jednak ludziska nie wiedząc tego szukają panicznie tzw. byle jakiego lekarza od razu - czytaj w środku nocy.
Do rzeczy. Godzina 3.30 , łapię chwilę drzemki. Nagle drzwi dyżurki omal nie wylatują z zawiasów od wściekłego nomen-omen walenia. W progu stoi mocno wstawiony facet.
- Gggościu, guma, k...wa, pi..lnęła...
- Jaka guma? - pytam lekko jeszcze zaspany.
Facet łapie się po kieszeniach, po chwili jego mętne spojrzenie ożywia tryumfalny błysk w oku
- Oooo, ttta... - stwierdza, wyciągając coś czego wolę bliżej nie oglądać, zwłaszcza, że zaczyna kapać...
- No tak. Pomożemy - stwierdzam, sięgając po pudełko otrzymane na tę okazję od kolegów z pogotowia... Masz człowieku i radź sobie...
Facet bez słowa podziękowania wypada na korytarz, holendrując w kierunku schodów. Nie ma co się kłaść, i tak zaraz wróci... Po kwadransie drzwi bohatersko wytrzymują kolejny atak. Otwieram...
- Ty, k...wa, co ja mam z ttym pie...onym (...) zrobić?!
- Podobno panu pękła guma ?
- Nooo...ale to jest je...ny zestaw do wulkanizacji!

by Macko_w

* * * * *

Kongres w mieście Łodzi. Ginekologiczny, menopauzalny nawet. Stoję z kilkoma kolegami po fachu, przed nami przedstawicielka jednej z firm farmaceutycznych. Zjawisko. Mini, nogi do szyi, dekolt do pępka, itp...Jeden z nas znacząco westchnął . Na to drugi:
- Wiesz - to moja pacjentka...
- I znasz ją?!
- Znam...
- Dobrze?
- No wiesz . Nie na tyle, żeby ją badać bez rękawiczki...

by Macko_w

I powracamy do autentyków teraźniejszych.

* * * * *

MAMA WIE LEPIEJ

Pora kolacji się zbliża, krzątamy się wszyscy po kuchni, tata zabiera się do smażenia kaszanki (bo lubi, no co?). Najwidoczniej ta czynność przypomniała mu stary kawał, więc mówi:
- A pamiętacie to, jak facet sobie kupił kaszankę, a potem wycisnął ją do kosza i zjadł flak twierdząc, że kaszę to on ma w domu? A patrzcie, ja to całkiem odwrotnie, samą kaszę smażę...
- Bo flak masz w spodniach - podsumowała mama...

by waldek666

* * * * *

CIEKAWSKI NOWY

Mają znajomi na budowie jednego nowego. Okropnie namolny koleś. Łazi całymi dniami za starszyzną i niepotrzebnie wszystkim się interesuje... No i debil z niego pierwszej wody.
Akcja:
Kolega w jakimś tam celu rysuje na kartce prostopadłościan.

Menda:
- Co piszesz, list miłosny?
- Tak, list miłosny, idź już stąd...
- Ale to nie jest list miłosny, tu jest jakaś skrzynka narysowana!
- No właśnie jej piszę - albo się ruchasz, albo cię w tym zakopię...

by noiacc

* * * * *

KARTKÓWKA Z RELIGII

Autentyk z kartkówki:
Pytanie: Czym jest Nowy Testament ?
Odpowiedź: Drugą częścią przygód pana Jezusa...

by dula


* * * * *

PARDUA

Siedzimy przy zakładowym jajeczku, szefowa opowiada historię ze swojego życia: kiedyś, dawno, szukały z koleżanką pracy. Internet wtedy istniał tylko w książkach s.f., więc ogłoszeń szukają w gazecie - dzwonią na jedno z nich, telefon zostaje odebrany i w słuchawce odzywa się damski głos "pardua?"
Moja szefowa do koleżanki, że może ona pogada, bo zna języki, tak więc koleżanka przejęła słuchawkę i okazało się, że po polsku da się dogadać, żeby donieść CV w takie to i takie miejsce.
Następnego dnia jadą pod wskazany adres, a tam wielki mrówkowiec, późny Gierek. Sprawdzają... adres OK... Obchodzą jeszcze raz dookoła, a tam w klitce po dawnych śmietnikach, koło wejścia do klatki... "Bar Buła"

by gadH

* * * * *

MAGICZNY NAPÓJ

Wracam ja sobie jakieś pół godziny temu do domu, przechodzę obok zacnego sklepu sieciowego Stokrotka. Przede mną powoli idzie sobie niestara pani wraz z córeczką, lat kilka. Dziewczynka pije sobie jakiś soczek. W momencie wyprzedzania pań słyszę coś takiego:
Córeczka: ...i wiesz mamusiu, jak się ten soczek przełknie, to taki smak miodowy jakby zostaje...
Mamusia: To pewnie taki magiczny napój...
Córeczka: Mhm...
Mamusia: Mamusia też zna różne magiczne napoje... Ale to nieistotne.

Parsknąłem sobie śmiechem, czego i wam serdecznie życzę.

by b6a6c6a

* * * * *

PODWÓJNA WPADKA

Wszystko zaczęło się późną jesienią od tego, że sąsiad dostał kategoryczny prikaz rzucenia palenia od lekarza, a i jego małżowinka została postawiona na straży, aby mu więcej kurzyć nie pozwalać. Kobieta raczej do tych upierdliwie jazgotliwych należy, więc sąsiad oficjalnie rzucił palenie.
Będzie jakieś cztery tygodnie temu jak teściowa jego zachorowała, a on został zmuszony rad  nierad odstawić małżowinkę do mamusi, coby się nią opiekowała. On miał wracać, bo praca czeka, a małżonka już na przedemerytalnym jest, to mogła sobie posiedzieć. Wybierając się w drogę powrotną dostał prikaz, coby się dobrze prowadził i za szybko do domu nie jechał bo ślisko, a ona coś jeszcze od niego tzn. od życia potrzebuje od czasu do czasu.
Minął tydzień, mamusi się poprawiło i małżowinka do domu wróciła.
Minęły jeszcze trzy tygodnie.
Słyszę awanturę na korytarzu, w końcu p**dolnięcie drzwiami i cisza. Widzę, że sąsiad wyszedł na podwórko i przy aucie coś grzebie. Wyszedłem zagadać, dowiedzieć się o co poszło i wesprzeć biedaka w potrzebie, bo markotno tak jakoś wyglądał. Pytam się o co poszło tą razą.
- A nic nie będę gadał - mówi sąsiad - pamiętasz, jak odwiozłem starą do teściowej.
Potwierdziłem.
- To zobacz co dzisiaj pocztą przyszło - mówi i pokazuje mi powiastkę z policji. A na powiastce zdjęcie z fotoradaru uśmiechniętego sąsiada i przekroczenie o czterdzieści... A i jeszcze jeden szczegół. W uśmiechniętej od ucha do ucha gębie oczywiście i a jakże ćmiący się papierosek.

by amiz74

Chcesz poczytać więcej autentyków, wejdź na nasze forum "Kawałki mięsne". Jeżeli chciałbyś opowiedzieć jakąś zabawną historię ze swojego życia, możesz zrobić to na forum (koniecznie zaznaczając przy wątku taki znaczek: ), lub wysłać ją TYM TAJNYM KANAŁEM W tytule wpisz Autentyk


Oglądany: 91087x | Komentarzy: 14 | Okejek: 420 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

30.05

29.05

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało