Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Wielka księga zabaw traumatycznych CXCIV

31 479  
49   7  
Kliknij i zobacz więcej!Troszkę o piromanie dziś oraz o skokach w różnej postaci. Ambitny bramkarz się pojawi i malutki konkursik na sam koniec.

Nie powtarzajmy tego! Nigdy! Osobom, których psychika nie jest wypaczona stanowczo odradzamy lekturę, pozostałych zapraszamy, im i tak jest wszystko jedno...

BRAMKARZ


Historia ta wydarzyła się, gdy miałem jakieś 9 lub 10 lat, u mojego starszego kuzyna, który mieszkał pod Poznaniem i do którego jeździłem w każde niemal wakacje. Mimo iż dzieli nas duża różnica wieku, wszędzie mnie ze sobą zabierał. Któregoś pięknego lipcowego dnia usłyszałem, że idzie z kolegami pograć w piłkę, ja oczywiście też chciałem iść, a on mnie chętnie wziął. Jako że byłem najmłodszy, postawiono mnie na bramce, wzbudziło to we mnie ogromne ambicje i oczywiście chciałem pokazać jaki jestem świetny. Szło mi całkiem nieźle, lecz po kilku minutach gry, chcąc wybronić piłkę, która pędziła w światło bramki, bez namysłu rzuciłem się w stronę prawego słupka.
Moja dłoń nie dotknęła piłki, ale za to moja głowa wylądowała na haku mocującym siatkę, nabijając się na niego. Oczywiście kuzyn mnie na ręce i do domu biegiem, krew tryska ja nieprzytomny. Ocknąłem się po kilku chwilach na tapczanie z zabandażowaną głową, miską z wodą, która zmieniła swój kolor na czerwony i moją ciocią, która fachowo odegrała rolę pielęgniarki. Po wizycie u lekarza i założeniu kilkunastu szwów dowiedziałem się, że jeszcze parę milimetrów wyżej i mogło być ze mną kiepsko. Po dziś dzień gram na bramce, blizna oczywiście dorodna.

by jarek177 @

* * * * *

GDYBY KÓZKA NIE SKAKAŁA


W pokoju "dziennym" w moim domu stała wersalka. Ja jako dziecko w wieku 4-6 lat uwielbiałam po niej skakać, czego rodzice oczywiście zabraniali. Na moje nieszczęście blisko wersalki stał stół z krzesłami. Któregoś dnia, skacząc po wersalce, jakoś tak niezręcznie skoczyłam, że ześlizgnęłam się z wersaliki i czołem uderzyłam w krzesło. Na szczęście skończyło się tylko na ogromnym fioletowym siniaku.

CZEGO SIĘ NIE ROBI DLA PRZYJACIÓŁ

Już w gimnazjum, w ferie przyjaciółka wyciągnęła mnie na łyżwy. Nie umiałam jeździć dobrze, więc się opierałam trochę, ale w końcu mnie namówiła. Wszystko było pięknie i ładnie do momentu, w którym na lodzie nie straciłam równowagi. Oczywiście baaardzo mądrze upadając oparłam się na ręce. Trochę bolał mnie nadgarstek, ale ogółem było okej, więc myślałam, że odpocznę chwilę i będę dalej próbowała... Przeliczyłam się. Chwilę później mało nie zemdlałam i wystraszyłam wszystkich. Nadgarstek na szczęście nie był złamany, ale i tak jeszcze przez kilka dni dawał mi się we znaki. Od tej pory łyżwom mówię stanowcze NIE!

by Ayachan

* * * * *

RATUJE KAUCZUK

Gdy miałem 5 lat byłem bardzo ruchliwym dzieckiem, przypomina mi się sytuacja, kiedy to ja bawiłem się "kauczukiem" u siebie w przybudówce, a rodzice tapetowali główną izbę. Pasek tapety nasmarowanej klejem manualnie wykonanym z mąki ziemniaczanej pokrywał całą jej powierzchnię, w pewnym momencie kauczuk poleciał w stronę głównej izby, no to ja pełnym pędem za nim, nie zważając na ten pasek tapety wystartowałem do tego pokoiku. Biegnę i nagle bach jak długi prześlizgałem się przez tę tapetę. Na końcu izby stała koza (piecyk), w który przygrzmociłem równo. Na szczęście skończyło się tylko na guzie i obtarciu skóry głowy.

by Krix @

* * * * *

Kilka lat temu się to działo... Młody byłem, głupi, a na domiar złego uwielbiałem bawić się ogniem. I z tego wynikły dwie "ciekawe" sytuacje.

SPRAWDZIŁ WILGOTNOŚĆ ROŚLINKI

Pierwsza z nich przydarzyła się chyba wielu - taki duży, włochaty... Oczywiście chciałem sprawdzić, czy się zapali. Myślałem, że nic się nie stanie, gdyż nauczony doświadczeniem w maltretowaniu kwiatków mamy wiedziałem, że rośliny zawierają całkowicie niepalną wodę. Niestety, włosy onego kaktusa nie zawierały jej tyle, ile bym się spodziewał... Najśmieszniejsze jest to, że zamiast zagarnąć wody z oczka wodnego (lato, kaktus stał na dworze) pobiegłem najpierw po wiadro, a potem do kranu... Całe szczęście moi rodzice byli na miejscu i ugasili pożar. Nie dostałem lania.

POPRAWIŁ JAKOŚĆ OGNIA

Druga sytuacja była jeszcze ciekawsza. Mianowicie rozpalaliśmy w kominku w warsztacie, a ja jako dzieciak pomocny rodzicom udzielałem im swej wiedzy z zakresu pirotechniki (p. kaktus). Zauważyłem, że coś się słabo pali, a nie mogłem znaleźć podpałki do grilla. Chwyciłem więc za butelkę rozpuszczalnika nitro - taką z dozownikiem strumieniowym - i polałem w ogień. Nie spodziewałem się, że dojdzie po strumieniu nitro do butelki... Najlepsze było to, że zacząłem nią machać, żeby zgasła... Nawet fajnie to wyglądało, jak ognisty deszcz. Nic się nie stało, oprócz lekko poparzonej dłoni i kilku wypalonych śladach na szafkach w warsztacie.

by Angius

* * * * *

WAKACJE W DĄBKACH

Miałem 5, może sześć lat, pierwszy raz nad morzem, w Dąbkach, rodzice wynajęli mi rower. Tak więc jeździłem po prostym, lekko pochyłym chodniku coraz szybciej, aż nagle, nieoczekiwanie - kubeł. Wleciałem na niego, na szczęście nie brudząc się. Wstałem, otrzepałem się, jak to twardziel - wsiadłem na rower, jadę dalej. Zabolało i zapłakało się dopiero jak się zobaczyło rozwaloną nogę.

by Anthr44x @

* * * * *

WYŚCIGI

Pewnego słonecznego popołudnia, bawiąc się z 6-letnią kuzynką (ja miałem wtedy lat 16) postanowiłem się z nią pościgać do "cioci", wracającej akurat z zakupów. No i wyruszyliśmy. Ale oczywiście coś mi wpadło do łba i postanowiłem przeskakiwać takie kratki do wycierania butów, co czasami są przed blokiem. Wystawały jakoś na ok.10 cm ponad ziemię. Po drodze do "mety" były dwie takie, pierwszą przeskoczyłem bez problemów, to i za drugą się wziąłem pewny siebie. Oczywiście skubana musiała być dłuższa od tamtej, więc wylądowałem na samym brzegu i zaryłem z impetem (85 kg masy robiło swoje...) kolanem w krawężnik. Bólu było co niemiara, chociaż krwi prawie wcale. Oczywiście musiałem tak pechowo wylądować, że w prawym kolanie miałem zerwane więzadło, a w lewym skręconą kostkę. Nawiasem mówiąc, nie polecam tego stylu ścigania się.

by vahaala @

* * * * *

ZAPOMNIAŁA O SZCZEGÓLE

Za czasów gimnazjum, wybrałam się z klasą na wycieczkę w góry. Wszystko było w porządku aż do momentu, gdy w drodze powrotnej, w czasie postoju, chciałam wysiąść z autobusu i i pójść do sklepu. Wstałam, oparłam się ręką o siedzenie przede mną, ale zapomniałam o jednej, ważnej, jak się później okazało, rzeczy. Mianowicie o stopniu. Uderzyłam wtedy środkowym palcem w siedzenie. Efektem był skręcony i naderwany palec oraz chodzenie w opatrunku usztywniającym na środkowym palcu, co ze zrozumiałych względów wzbudzało śmiech u innych.

by agi_19

* * * * *

ŁAŃCUCHY

Wszystko stało się gdy miałam może 10 lat. Z koleżanką skakałyśmy sobie przez łańcuchy przytwierdzone do barierek, które oddzielają chodnik od ruchliwej ulicy by było pozornie bezpiecznie. Szybki rozpęd, potem skok i mnóstwo śmiechu. Trwało to tak długo, póki się nie ściemniło. Przeszłam na drugą stronę i jak nic nie jechało zaczęłam biec. Z krzyków radości i "szarówy" na dworze nie dostrzegłam łańcucha - myślałam, że jest zerwany - toteż nie podskoczyłam. Jedyne co poczułam to coś mocno naciskającego mi na brzuch. Naprężony łańcuch wyrzucił mnie w powietrze. Fajnie się leciało, póki nie wylądowałam na drodze, tuż przed samochodem stającym z piskiem opon. Wtedy po raz pierwszy nie wiedziałam czy śmiać się czy płakać.

Fatality @

A teraz minikonkursik bez nagród. Poniżej mała trauma. Przerób ją tak, by stała się wielką traumą. Przerobioną historyjkę wpisz w komentarzu. Masz do wyboru całą paletę złamań, skręceń, zranień czy blizn, które pozostały do dziś, czy przedmiotów, które z reguły spadają na leżących ludzi.... Pozwolisz bojowniczce tylko tak bezpiecznie upaść? I żeby nic się nie zepsuło? No to do dzieła!

TYLKO POPATRZEĆ CHCIAŁAM

Okno w kuchni w moim domu wychodzi na moje podwórko. Pod tymże oknem stał raczej dosyć chybotliwy taboret. Któregoś popołudnia tata był na podwórku, brat gdzieś w domu chyba, (szybko się pojawił na mój krzyk), mamy nie było. Ja chciałam popatrzeć co robi tata. Jako bardzo inteligentne dziecko wlazłam na taboret. Niestety, ten zaczął się chwiać i razem ze mną się przewrócił. Na mój krzyk i płacz przyleciał brat. Jeszcze przez jakieś 5 minut nie mógł ze mnie wydobyć co się stało. Na szczęście płakałam chyba bardziej ze strachu, nawet żaden siniak mi nie został.

by Ayachan

Traumatycy i wszyscy inni przeżywające mrożące krew w żyłach przygody! To seria o Was i dla Was! Klikaj w ten link i pisz! Opisz naprawdę traumatyczną historię, która zagości na stronie głównej i którą przeczytają tysiące ludzi! W tytule maila wpisz WKZT, to mi bardzo ułatwi zbieranie opowiadań.

UWAGA! Znaczek @ występuje przy nickach osób, które nie założyły sobie (jeszcze) konta na najlepszej stronie z humorem na świecie!

Oglądany: 31479x | Komentarzy: 7 | Okejek: 49 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało