Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Autentyki CCCXXXIII - Domyślny mąż

69 872  
354   17  
Kliknij i zobacz więcej!Dziś wspominki z sylwestra, wspominki z kolędy, wspominki z walki ze ślimakami oraz film o modelarzu i obcokrajowcy w KFC.

POSYLWESTROWE JAJCARSKIE


Miejsce: pobojowisko poimprezowe.
Czas: pierwszy dzień Nowego Roku, późny ranek.
Misja: zrobić śniadanie.
Stoimy sobie z dziewczynami w kuchni i robimy śniadanko. Jakieś resztki z sylwestrowej uczty, parówki i jajka. Wszyscy już złożyli zamówienie jakie chcą jajko, do wyboru na twardo lub na miękko. Tylko kolega Robert jeszcze śpi, zmęczony ilością wypitych trunków. Podchodzę do niego i budząc go delikatnie pytam:
- Robuś, jakie chcesz jajko?
Na co otrzymuję niespodziewana odpowiedź:
- Fabergé*.

by Mroczna_Elfka

* * * * *

ŻYCZENIA ŚWIĄTECZNE

Kumpel do mnie dzwoni żeby mi życzenia złożyć. I taka rozmowa się nawiązała.

- To ja ci dam teraz do telefonu Adama.
W tle:
Adam, dam ci telefon do ucha, a ty będziesz mówił.
- Mhmhmhmyyy (...) życzę ci miłości, bo miłość jest najważniejsza...
W tle:
Nie można was zostawić na chwilę samych... Jezu, kur*a. Trzymaj go, żeby przez balkon nie wypadł! DEBILE!

Myślę, że nie tylko tam tak było.

by Rqqb

* * * * *

ZAPAŁKI

Poranek po imprezie. Towarzystwo skacowane, w pokoju nic do picia, kogoś trzeba wysłać po wodę (czy tam coś tam), chętnego naturalnie nie ma, więc pada hasło:
- Ciągniemy zapałki!
Przebudzone blond dziewczę, jakby się upewniając:
- Za co ciągniemy?

by pies_kaflowy

* * * * *

SERIO POWIEDZIAŁ OJEJ?

Ostatnio byłem u kumpla w akademiku na Sylwestrze. I przypomniała mi się historia, jak ostatnio odwiedzałem go również tam:
Stoimy sobie w kuchni, bo jak wiadomo tam się zawsze dzieje najlepsza część imprezy. Pijemy nektar z kiel... znaczy wino z gwinta. I moje oko nagle przykuwa pomarańczowy, kolisty przedmiot. Patrzę, a to frisby! Jeszcze z naklejką!
Krzyczę:
- O ja! Masz frisby! Rzucasz nim w akademiku?!
A on na to:
- Co mam?
- No, frisby!
Ostatnie dwie linijki powtórzyliśmy kilkukrotnie, po czym wziąłem frisby i wytłumaczyłem łopatologicznie do czego to służy. W tym momencie serdeczny kolega mój podrapał się w głowę i rzekł:
- Ojej, a my myśleliśmy, że to talerz i z tego jedliśmy.

by sadj

* * * * *

ŻYCIOWA ODPOWIEDŹ OJCA


Wchodzę ja ostatnio do pokoju moich rodzicieli, którzy akurat oglądają ulubiony serial "M jak wiadomo co", a w zasadzie kończą oglądać, bo widzę, że napisy już tylko lecą. Mocno zaintrygowany melodią inną niż ta, do której przywykłem, pytam:
- Czemu ta muzyka na koniec taka smutna?
Na co ojciec mój z twarzą kamienną:
- Pięćdziesiątą rocznicę ślubu mieli, to co się dziwisz.

by lukkuk

* * * * *

KOLĘDA I KORNIK

W tym roku ksiądz nas zaskoczył podczas obecności mojej mamy i przyjęliśmy kolędę  Zwyczaj na wsi jest u nas taki: najpierw przeszpiegi w postaci ministrantów, potem ksiądz, potem święcenie, kolęda odśpiewana i rozmowa duszpasterska. Ano przeżyliśmy ledwo. Kornik akurat miała na sobie uroczą bluzeczkę z Iron Maiden, w rączkach króliczka bez głowy, a w tle Spierdalajzkanapy pedałował Myszkę Miki. Ksiądz pominął psa wzrokiem i postanowił przemaglować Kornika na okoliczność znajomości paciorka. Nieszczęsny. Rozsiadł się jegomość wygodnie na krześle i zagaja do Kornika:
- Jak masz dziewczynko na imię?
Cisza połączona z niemiłosiernym łypaniem Kornika w stronę jegomościa. Ten niezrażony kontynuuje:
- No nie wstydź się, a paciorek znasz?
Cisza, że można nożem kroić. Ksiądz wykonuje kolejne podejście:
- A powiedz, jak się modlisz co wieczór?
Tu Kornik nie zdzierżył "spowiedzi", wyprostowała się dumnie i tonem nie znoszącym sprzeciwu orzekła:
- Mama zabrania rozmawiać mi z obcymi!
Po czym oddaliła się z godnością, ciągnąc za sobą królika bez głowy. Ksiądz zamilkł, matka zsiniała, ojciec puścił łzę, a mnie rozsadziła duma.
PS W czasie śpiewania kolędy za plecami księdza przejechał Spierdalajzkanapy na Myszce Miki.

by Habita_tecum

* * * * *

SDJ

Bohaterowie: ksiądz po kolędzie, rodzinka, SDJ-ot - mój kot i mały bratanek.
Akcja właściwa: kolęda, ksiądz nachalnie zagaduje 5-letniego bratanka (miłośnika mojego kota)
- A ty znasz może jakieś modlitwy?
- Znam i nawet sam układam!
- Coś takiego! Jakie zdolne dziecko! (cała rodzina aż się puszy). To może coś nam wyrecytujesz?
- Dobrze (i na cały głos zaczyna się przedstawienie):

Aniele, Stróżu Mój!
Ty zawsze przy SDJ-otku stój!
Rano, wieczór we dnie, w nocy
syp mu chrupek ku pomocy!
Strzeż ogona, ciała jego
i zawsze doprowadź do jedzenia dobrego!

Rodzina nagle zrobiła się malutka, a ksiądz chcąc ratować sytuację ponownie zagaja:
- A kto to jest SDJ-ot?
- To ulubiony kotek cioci.
- Jakie ma dziwne imię.
- Bo to skrót jest... Ciocia mówiła.
- A co znaczy ten skrót?

W tym momencie rodzina zapada się pod ziemie... Bratanek wyjaśnia.

- Szary Duże Jajo!

by Iskierka

* * * * *

A teraz chwila przerwy na stare dobre czasy, czyli wspominki
sprzed 300 odcinków.

Pewien czas temu zostałam zaczepiona na gadulcu przez jakąś zbłąkaną duszyczkę. Osobnik ów poszukiwał swojej koleżanki z GG, z którą stracił kontakt spory czas temu, a która najwyraźniej zapadła mu w pamięć, bo szukał jej z prawdziwą determinacją (chciał zdobyć jej numer gadulca), zaczepiając kogo popadnie z mojego pięknego miasta (gdzie koleżanka mieszka). Wzruszyłam się tak jakoś (z natury łagodna jestem), a że dziewczę było z dobrze mi znanej dzielnicy mówię żeby podał jakieś dane, to może znam albo któryś ze znajomych zna. Mój rozmówca z zapałem przez jakieś 20 minut wykładał mi, co wie o koleżance i co jego zdaniem mogłoby być pomocne w lokalizacji jej osoby (niestety były to dane zupełnie osobiste - w stylu numer buta - za to mało przydatne w poszukiwaniach). Końcówka naszej rozmowy wyglądała mniej więcej tak:
On: Naprawdę mi zależy by odświeżyć z nią kontakt
Ja: Rozpuszczę wici... ale niczego nie obiecuję
On: Znam adres zamieszkania, jeżeli ci pomoże
Ja: Jeśli znasz adres, to czemu po prostu do niej nie napiszesz zwykłego listu?
On: A mogłabyś jej wrzucić list do skrzynki z moim nr GG?

by kurawonga

Rzecz działa się w latach siedemdziesiątych. W środku nocy żonę pewnego mego znajomego chwyciły bóle porodowe. Widząc, że nie ma na co czekać, znajomy złapał przygotowaną torbę z niezbędnikiem w jedna rękę, żonę w drugą i udał się na klatkę schodową, do windy. A mieszkali w bardzo wysokim bloku na jednym z najwyższych pięter. W windzie, która zatrzymała się na ich piętrze znajdowali się już młody człowiek i starszy, elegancko ubrany pan, chyba po balandze, bo bardzo niezdrowo wyglądający i siedzący na stołku, który ktoś życzliwy mu do windy wstawił. Znajomy uznał, że ten siedzący powinien małżonce miejsca ustąpić i wezwał słowami następującymi:
- "Czy, ku#wa nie widzisz, że kobieta rodzi? Wstań!"
A ten kolegę olał doszczętnie. Wiec kolega jeszcze raz:
- "Wstań!"
Zero reakcji. Wiec kolega jeszcze raz. (Dom był bardzo wysoki, a winda powolna). Po którymś kolejnym "Wstań!" odezwał się młody człowiek, towarzyszący elegantowi:
"Wujek raczej nie wstanie. Trumna nie chciała nam się do windy zmieścić".

by Prarep

I powracamy do autentyków teraźniejszych


* * * * *

SZWAGIER

Rozmawiamy w rodzinnym gronie i rzucam, że w Zakopanem podobno ma być 500 tysięcy turystów w trakcie weekendu. Szwagier na to:
- Kuur*a. To ja już wolałbym pójść do Reala.

by Dortann

* * * * *

ZWYKŁY AUTENTYK O PRZEWIDYWALNYM FINALE

Jakoś w sierpniu mój ogród zaroił się od obleśnych ślimaków. Były wszędzie, pełzały, rozplaskiwały się obrzydliwie, właziły na kwiaty, drzewka, zabawki. W końcu mój facet kupił jakiś specyfik, popryskał i załatwił cholerstwo tak bardziej ostatecznie. A ja postanowiłam przełamać się wreszcie i w mojej angielskiej pracy włączyć się błyskotliwie do rozmowy towarzyskiej w czasie przerwy na lunch.
No i się włączyłam. Ślimaki były dobrym startem konwersacyjnym. Mój angielski jest do doopy, a ja raczej z tych nieśmiałych, więc lekkość rozmowy musiała być wyćwiczona wcześniej.
- Błagam cię, mamo - mówił starszy syn, poproszony o konsultacje lingwistyczne. - Opowiadaj sobie o tych ślimakach, ale nie pomyl się, tak? Są podobne słowa w brzmieniu, ale co innego znaczą.
Jąkając się i klucząc, dziecko wyjaśniło mi, że jest słowo podobne do ślimaka (slug), a oznaczające dziwkę, zdzirę (nie pamiętam teraz, jakie to słowo, nie używam brzydkich wyrazów).

No i reszta opowiadania jest już prosta do przewidzenia, prawda?

Przerwa na lunch, ludziska z pracy, luźne rozmowy.
- A u mnie w ogrodzie z kolei - mówię, siląc się na wrodzone i urocze luzactwo. - U mnie właśnie niedawno zalęgły się...
Pustka we łbie. Są dwa wyrazy, nie pomyl mamo, pamiętaj, mamo, to proste...
- zalęgły się dziwki.

Poszłoooo.
Zero reakcji. Angielskie towarzystwo dobrze wychowane.
- Naprawdę? - pyta ktoś.
- No naprawdę - rozpędzam się, zachęcona własną elokwencją. - Są dosłownie wszędzie. Łażą mi po trawie, po kwiatach, bez przerwy. Problem mam...
- I co z tym robisz? - rzuca ktoś pytanie.
- Ja nic, ale mój mąż czymś je spryskał i po kłopocie. Nie ma. Poszły sobie... dziwki...

Kiedy dziwnie szybko wszyscy zaczęli rozchodzić się do swoich zajęć, moja szefowa nachyliła się do mnie i wyszeptała:
- Postaraj się nie używać w towarzystwie takich słów. To nie są ładne wyrazy.

Postarałam się. Przez dwa czy trzy miesiące odpowiadałam na "dzień dobry" oraz "co słychać?".

by konwalia

* * * * *

NIE PRZESADZAJĄ

Wjechałem sobie dzisiaj na odwiedziny do znajomych. Młode małżeństwo z dwójką dzieci. Syn lat ok. 9 jest już rozpoznawalną postacią na Metinie, napierdziela w gierki o wiele lepiej niż wuja.
Przychodzę i po tradycyjnym powitaniu zauważam, że ich półtoraroczna córeczka siedzi przed kompem i klika jakąś prezentację (bardzo słodką, żeby nie było).
Lekko zdziwiony zadaję pytanie:
- Ej, czy wy nie przesadzacie z tym komputerem dla dzieci?
Na co odpowiada mi ojciec:
- No co ty, dopiero przed chwilą usiadła...

by Waldek666

* * * * *

CHCĄ?

Miejsce: Szczecin, Brama portowa, KFC.
Siedzimy sobie z kumplem, jako dwaj studenci, a obok nas dwie rodziny (chyba) Bułgarów. Siedzą, wiochę robią dzieciaki latają. Nagle jeden z gości do nas krzyczy trzymając w ręku nogę z kurczaka:
- Chcą?!
- Nie, dzięki – odpowiadamy.
- Sosu?
- Nie, dzięki.
- Coli?
- Nie dzięki
- A może dzieciaka chcą?

W tym momencie już śmiechem wybuchliśmy. Aż tak widać, że studiujemy? No dobra może widać, ale po co nam dzieciak.

by alvareeez

* * * * *

MODELARZ

Przysiadam się do córki, żeby film obejrzeć i pytam:
- Ten facet, to co za jeden?
- A, to modelarz jest...
- Jaki modelarz?
- Normalny, taki, co z modelkami sypia, takie hobby ma....
Zabrakło mi słów.

by anulka177

* * * * *

DOMYŚLNY MĄŻ

Byłam z moją matka w sklepie i kupiłyśmy tam słonika na nowy, szczęśliwy rok. Słonik ma wygląd hmm, mało inteligentny?
- Debil jakiś - zawyrokowała matka.
Wróciłyśmy do domu, słoń dostał swoje miejsce na półce.

Do domu wrócił też z pracy mój mąż. Zasiadł przy stole i w oczekiwaniu na obiad pochłonął puszkę sardynek. Wstał, pokręcił się po kuchni, zniknął gdzieś za drzwiami.

Mama rozejrzała się uważnie dookoła. Nie zauważyła słonia.
- A gdzie ten debil? – pyta.

- Puszkę po sardynkach wyrzucam! - odkrzyknął z czeluści kuchni ślubny.

by konwalia

* - dla niezorientowanych - Fabergé Peter Carl, właściwie Karl Gustawowicz Fabergé (1846-1920), rosyjski złotnik. Zasłynął wykonywanymi na zlecenie carów od 1884 do 1917 jajkami wielkanocnymi (np. z miniaturami Romanowów, 1913).

Chcesz poczytać więcej autentyków, wejdź na nasze forum "Kawałki mięsne". Jeżeli chciałbyś opowiedzieć jakąś zabawną historię ze swojego życia, możesz zrobić to na forum (koniecznie zaznaczając przy wątku taki znaczek: ), lub wysłać ją TYM TAJNYM KANAŁEM W tytule wpisz Autentyk


Oglądany: 69872x | Komentarzy: 17 | Okejek: 354 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

28.05

27.05

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało