Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Wielka księga zabaw traumatycznych CLXXXII

31 937  
59   3  
Kliknij i zobacz więcej!Jeśli szukasz tu czegoś, z czego można się pośmiać zrywając boki - zawiedziesz się. Natomiast jeśli trafiłeś tu szukając ludzi, którzy niemalże trafili do księgi Darwina - zapraszam. Dzisiejszym bohaterom w komplecie udało się przeżyć, choć były i złamania, i zranienia...

Nie powtarzajmy tego! Nigdy! Osobom, których psychika nie jest wypaczona stanowczo odradzamy lekturę, pozostałych zapraszamy, im i tak jest wszystko jedno...

TWARDZIEL?


Razem z kolegami mieliśmy może z 10 lat. Mieszkaliśmy na ulicy gdzie są domki jednorodzinne. Jak to dzieci w tym wieku bawiliśmy się w chodzenie po drzewach, bazy, samochody budowaliśmy i takie tam. Mieliśmy tam 3 jak to nazywaliśmy "opuszczone" działki, na które nikt nie przychodził, a na których na wiosnę rosły jakże smakowite czereśnie, to wkradaliśmy się tam, aby wejść na drzewo i pozrywać trochę. Wszystko szło po naszej myśli do czasu, jedna gałąź, na której rosło najwięcej, a nie była najwyższa, rozwidlała się trochę bardziej w lewo nad pięknym polem pokrzyw.
Jeden kolega chciał się popisać przed nami i udowodnić, że tam da radę wejść. Efekt - gałąź złamana, leżał jak długi w pokrzywach (ledwo go było widać), nawet nie dał z siebie żadnego pisku, wykaraskał się z tego, jakoś wyszedł z nich, po czym zniknął przez najbliższą dziurę w płocie. Zamurowało nas, lecz po paru sekundach usłyszeliśmy tylko "Mamooooooo" na całą ulicę i leciał. Został posmarowany jakąś babciną maścią i na drugi dzień czuł się ok. Nie wiem niestety czy ma jakąś pamiątkę z tego do dzisiaj, ponieważ krótko po tym wypadku się wyprowadzili.

PAZNOKIEĆ

Szósta klasa podstawówki. Ja z koleżanką i kolegą siedzimy u mnie w pokoju, nie ma nikogo w domu, wyszedłem na chwilę, aby się czegoś napić. Wróciłem, oni wpadli na głupi pomysł, aby nie wpuścić mnie za żadne skarby do pokoju. Ja pchałem drzwi z jednej, oni z drugiej strony. Po chwili coś mnie zabolało w ręce tak bardzo, że zostałem oszołomiony. Poszedłem do innego pokoju, usiadłem i zacząłem płakać. Niezorientowani przyjaciele myśleli, że odpuściłem, lecz po paru minutach przyszli po śladach kropli krwi do mnie i pytają co się stało. Ochłonąłem trochę, spojrzałem na swoją rękę, na małym palcu paznokieć z przodu był wbity w skórę, a z tyłu od dalszej części palca po prostu odszedł. Pojechaliśmy do lekarza rodzinnego bo był najbliżej, opatrzyli mi to, po czym do szpitala. Kazali mi poczekać i nic z tym nie robić, przyjść za miesiąc czy dwa. Czytając wtedy książkę ciekawski byłem, a że była ona nudna bawiłem się w odrywanie paznokcia do momentu, aż nie zaboli tak, że nie wytrzymam. Tak minęły te dwa miesiące, poszedłem, lekarz mi go zerwał do końca, lecz nigdy w życiu nie cierpiałem z bólu, jak wtedy. Na dobitkę przyłożył mi jeszcze jodynę do tego. Ślad mam do dzisiaj, paznokieć znacząco różni się od reszty.

by Dudas @

* * * * *

ODCHYLIŁ SIĘ

Kiedyś (już dawno) w czasach podstawówki miałem w zwyczaju odchylać się na krześle przy ławce, tak, że krzesło opierało się na dwóch tylnych nogach. Pewnego razu nudziło mi się i między ławką a kolanem trzymałem ołówek, opierający się gumką o ławkę, a ostrą stroną o moje kolano. Było lato, więc oczywiście krótkie spodenki, ołówek fajnie się wbijał w skórę i powodował lekkie ukłucie, pewnie wszystko byłoby dobrze, gdyby kolega z ławki z tylu, bijąc się z drugim kolegą, nie pociągnął mnie za bluzę. W efekcie, ołówek wbił się w kolano, bez krzyku udało się go wyciągnąć, jednak już bez rysika. Do dziś pozostał mi pod skórą tworząc czarną plamkę na kolanie.

OBRONIŁ

Innego razu, już kilka lat później, ale nadal w podstawówce, zbudowaliśmy sobie z kolegami pod lasem bramkę do piłki nożnej, aby zachować prawdziwy profesjonalizm, zrobiliśmy słupki wysokości około 2,30 metra, a poprzeczkę 7 metrów... bramka służyła już ponad rok, następne lato, gdy gramy zadowoleni w piłkę. Stałem na bramce, akurat była moja kolej. Kolega strzelał, wyszło mu dość mocno, piłka leciała powyżej mojej głowy, więc nie zastanawiając się szybko zareagowałem. Piłkę udało mi się odbić tak, że od moich rąk trafiła poprzeczkę od dołu, potem nie pamiętam już nic, z opowiadań kolegów wynika, że piłka wybiła poprzeczkę ze słupka, poprzeczka sieknęła mnie w potylicę i wylądowałem na ziemi. Piłka i tak wpadła, a ja miałem tyle szczęścia, że gwoździe z poprzeczki były 20 cm od mojej głowy.

by Deejaydex @

* * * * *

WYCIECZKA DO SKLEPU

Któregoś pięknego dnia, dziecięciem będąc, wybrałam się z psem (wielki wilczur) do sklepu, po bliżej nieokreślony zakup. Dreptając sobie wesoło chodnikiem, smycz trzymałam tak, że przez pętle na końcu przełożyłam rękę i trzymałam troszkę dalej. Traf chciał że Bas (tak się pies zwał) zauważył kotka, a był on w wielkiej niezgodzie z wszystkimi kotami świata i wyrwał przed siebie, mnie oczywiście ciągnął za sobą. Zanim smycz zjechała mi z ręki przejechałam kolanem po szorstkim chodniku jakieś 20 m. Pies oczywiście popędził dalej, ja wstałam i pokuśtykałam z krwią cieknącą po nodze do babci. O dziwo aż tak nie bolało, nie było szyte. A na kolanie piękna okrągła blizna do dziś.

CIEKAWSKA

Mając jakieś 5-6 lat postanowiłam zbadać, skąd na tyłach wielkiego ogrodu babcinego wydobywa się czarny dym. Dotarłszy do źródła odkryłam, iż wujek palił w czymś, co przypominało metalowy piecyk jakieś folie. Tak wspaniale ta topiąca folia wylewała się z tego "piecyka", iż postanowiłam zbadać jej gęstość, oczywiście jakimś mizernym patykiem. Wsadziłam zatem patyk w tę folię, ale zamiast wyciągnąć powolutku, ja dawaj go zginam w dół. Patyczek wygiął się w piękny łuk, po czym postanowił gwałtownie się wyprostować i to, co znajdowało się na końcu patyka poszybowało w górę, lądując następnie na palcu wskazującym prawej ręki i na brodzie. Krzyk na pół osiedla. Chaotyczne machanie rękami i próba usunięcia jakże gorących "naklejek", zakończona powodzeniem, ale szkody już zostały wyrządzone. Efekt: kilka tygodni z obwiązanym paluchem, następnie blizna przez cały palec i niewielka na brodzie. Obydwie zachowały się do dziś.

by Katyx

* * * * *

ZJEŻDŻALNIA

Moja rodzina wybrała się dnia pewnego z wizytą do starych znajomych. Jako że znajomi mieli córkę, zabrano także pięcioletnią mnie, coby dopomóc mi w nabywaniu umiejętności komunikacyjnych. Córka znajomych okazała się być równą kumpelką, w dodatku bardzo poważnie podchodzącą do swoich obowiązków gospodyni. Obowiązkiem tym było zapewnienie gościowi, czyli mnie, rozrywki. Wyszła więc z pomysłem: zbudujmy zjeżdżalnię! Składało się toto z dwóch stołków i deski, którą znalazłyśmy gdzieś w domu. Jako gość otrzymałam honor wypróbowania naszego dzieła, więc cała radosna wspięłam się na krzesła, usiadłam i pojechałam. Zjeżdżalnia okazała się nadzwyczaj solidna, jednak w całym swym inżynierskim kunszcie, nie pomyślałyśmy, że nie należy ustawiać jej na wprost kaloryfera. A ja nie pomyślałam, że nie należy zjeżdżać głową w dół. Przygrzmociłam zatem czółkiem w kaloryfer. Sądząc po tym, ze niewiele dalej pamiętam, chyba mocno.

WSZYSTKO DLA SZTUKI

Kiedy już trochę podrosłam, miałam około trzynastu lat, obudził się we mnie artystyczny duch. Dużo rysowałam, ale największą przyjemność sprawiało mi robienie mrocznych zdjęć trybem auto w cyfrówce. Takie ze mnie było gotyckie dziecko trochę. Kupiłam więc w tajemnicy przed rodzicami buteleczkę sztucznej krwi, a od brata kolegi pożyczyłam harcerski nóż. Pochlapałam sobie twarz posoką, wzięłam nóż w zęby i pstrykam. Zrobiwszy kilkanaście zdjęć i pozbywszy się chusteczką dowodów zbrodni z mej twarzy, cała zadowolona zaczęłam zgrywać zdjęcia na komputer. Naraz poczułam pieczenie na twarzy. Widocznie za bardzo wczułam się w rolę seryjnego mordercy i ciut niefortunnie złapałam nóż, tak, że poprzecinał mi kąciki ust. Kupę czasu mi zajęło rozsądne tłumaczenie tego rodzicom i wyciąganie brata kolegi z kłopotów.

by Whatevr @

* * * * *

BALONIKOWY WYŚCIG

Mając około 10 lat pompowałem balony na urodziny, wraz z bratem ciotecznym zaczęliśmy się "ścigać" , więcej, szybciej, dłużej. Jednak kolejna przegrana (jestem młodszy) na tyle mnie rozkojarzyła , ze cale powietrze z balonu wleciało do płuc i zablokowało mnie! Nie mogłem go wypuścić. Po około 30 sekundach zaczęło mi się robić ciemno przed oczami, jednak dzięki cioci, która złapała mnie za brzuch i mocno ścisnęła, udało mi się zwymiotować jednocześnie spuszczając powietrze. Nie mam blizny, ale trauma pozostała.

by Danieljmb

* * * * *

TRAKTORZYSTA

Pewnego dnia jako sześciolatek, postanowiłem pochwalić się przed kolegami, że potrafię prowadzić traktor. Rodzice dostali kawałek posesji obok domu dziadków, która była oddzielona płotem. Przed nowo wybudowanym domem, na podjeździe do zamkniętego garażu, stał traktor. Tata po drugiej stronie płotu coś tam robił razem z dziadkiem, jak zwykle wdrapałem się na ursusa ze znajomymi z sąsiedztwa i wpadłem na to, żeby się pochwalić jak tata nauczył mnie jeździć. Kluczyk był pod siedzeniem, włożyłem do stacyjki i przekręciłem. Traktor był na pierwszym biegu. Kątem oka zauważyłem minę ojca jak traktor zaczynał się toczyć w stronę zamkniętych drzwi garażowych. Wtedy nawet nie wiedziałem, że da się tak szybko przeskoczyć wysoki płot. Efektem pokazu były nie nadające się już do niczego nowiutkie drzwi garażowe, rozbite reflektory ursusa i respect na dzielni. Opierz miałem konkretną, taką, że chyba wolałbym dostać paskiem przez łeb.

by Karolfr

Traumatycy i wszyscy inni przeżywające mrożące krew w żyłach przygody! To seria o Was i dla Was! Klikaj w ten link i pisz! Opisz naprawdę traumatyczną historię, która zagości na stronie głównej i którą przeczytają tysiące ludzi! W tytule maila wpisz WKZT, to mi bardzo ułatwi zbieranie opowiadań.

UWAGA! Znaczek @ występuje przy nickach osób, które nie założyły sobie (jeszcze) konta na najlepszej stronie z humorem na świecie!

Oglądany: 31937x | Komentarzy: 3 | Okejek: 59 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało